Pustynia

3 dniowa zorganizowana wycieczka na pustynię. Wydawać by się mogło, że fajniej samemu sobie zorganizować taki wyjazd, ale …

  • nie zaleca się podróży na własną rękę w stronę granicy z Algierią – te 2 kraje raczej za sobą nie przepadają,
  • z Marrakeszu to ponad 550 km, więc zawsze się w busie można przespać 🙂
  • wycieczka nie obejmuje tylko pustyni.

Skorzystaliśmy z Sun Dunes Experience, rekomendowane w Internecie, nawet z tego co można znaleźć na stronie, w firmie pracuje polka. Za 100 Euro mamy:

  • 2 noclegi – w tym 1 na pustyni,
  • 2 śniadania i 2 kolacje,
  • przejazd małą max 18 osobową grupą,
  • przewodnika przy głównych przystankach,
  • przystanki na punktach widokowych i na „foto”
  • i oczywiście jazda wielbłądem o zachodzi i wschodzie słońca i noc na pustyni.
  • na każdym przystanku, nie licząc pustyni:
    • Kasbah Ait Ben Haddou
    • Dades valley i Todra Gorge

W cenie nie ma obiadów i trzeba uważać na to! W Internecie można się natknąć, że obiad zjemy za ok 40 MAD. Można, ale nie ze zorganizowaną wycieczką.

W praktyce wygląda to tak, że 1 dnia po zwiedzaniu Kasbah Ait Ben Haddou zostaliśmy przez przewodnika całą grupą zaprowadzeni do restauracji. Ceny – od 80 do 120 za danie. Porcja, mniejsza niż pierwszego dnia w mini fastfoodzie koło dworca (cena tam to ok 30 MAD).

2 dnia nauczeni doświadczeniem, planowaliśmy, że na obiad odłączymy się od grupy i zjemy gdzie indziej. Pierwszego dnia z perspektywy czasu, też tak można było zrobić – ale jeszcze nie wiedzieliśmy jak ten „kartel obiadowy” wygląda. Plan jednak zszedł na marne, gdy na obiad zatrzymaliśmy się na pustkowiu położonym nad rzeczką i wyboru nie było .. W tym tempie tani wyjazd w lutym zaczął się nieco komplikować. Na te 3 dni mieliśmy dość rygorystyczny budżet – licząc, że poza obiadem 3 x 40 MAD + woda, nie wydamy więcej. Plan – zamówić coś w miarę taniego. Rzeczywistość – menu składało się z 8 pozycji, każda 100 MAD ..

3 dnia jednak się udało. Gdy wracając do Marrakeszu zatrzymaliśmy się na obiad, znaleźliśmy obok mały lokalny sklepik 🙂

Dzień 1. Ait Ben Haddou i Dolina Dades

Pierwsze spotkanie z Góra Atlas

Po powrocie z As-Suwajra spaliśmy w centrum Marrakeszu – na końcu długiego labiryntu wąskich i krętych uliczek. Rano po 7 miał przyjechać po nas bus. Przyjechał, wsiedliśmy jako pierwsi, przejechaliśmy 5 min i postój. Kierowca wziął od nas kasę (zaliczkę przelaliśmy jeszcze w Polsce) i poszedł na herbatę i papierosa. Wrócił po 10 minutach i kazał wysiadać. Tak zaczęliśmy odkrywać „tajniki” naszego wyjazdu. Zaprowadzono nas do 2 busa i wskazano miejsca, na których mamy usiąść (prawie cały bus był pusty), nie ma co dyskutować – siadamy.

Czas dospać :).
Po jakiś 2 godzinach jesteśmy w górach – przystanek na herbatę i pierwsze zdjęcia – widok „ok”, są góry trzeba narobić zdjęcia. Potem się okazuje, że tych przystanków w górach będzie więcej.

Kasbah Ait Ben Haddou 

Osada w górach wpisana do UNESCO. Miejsce kręcenia wielu filmów – Gladiatora, Aleksandra ale i Gry o Tron – tak to wyglądało. Na potrzeby filmów budowano z różne aranżacje, ale z materiałów „budżetowych” tak więc większość widoku to oryginalna osada.

Przewodnik nie jest wliczony w cenę – tak podaje biuro (25MAD). Znajdujemy go gdzieś po drodze i jedzie z nami do Ait Ben Haddou. Na miejscu nikt nikogo nie pyta czy ktoś nie chce iść. Idą wszyscy. Zabiera nas najpierw do toalety, potem robi krótki zarys miejsca w którym się znajdujemy i zabiera nas do starej części. Od tej pory raczej już nie wiele mówi. Zwiedzamy miasto (ok 25 min), po drodze możemy zobaczyć i kupić malowidła, które po opaleniu nad płomieniem zmieniają kolor.

Idziemy na obiad – po drodze natrafiamy na sklep z chustami – „koniecznie musicie mieć”, „to jest pustynia” itd itd. Nie musicie – przynajmniej w lutym. Nie ma burz piaskowych, słońce świeci jak i u nas w lecie. Wielbładem sie jedzie o zachodzie, prędzej szalik i rękawiczki się rano przydadzą jak jest 5 stopni i wsiadasz na wielbłąda.

Na nieszczęsnym obiedzie dowiadujemy się, że wejście do Ait Ben Haddou to 30 MAD, a dla niego co łaska. Gdyby nasz przewodnik nie zaprowadziłby nad do tej restauracji (w pobliżu były inne) – dostałbym swoje, ale w takim wypadku dostał „co łaska”.

Nie wierzę, że w restauracja była wybrana ze względu na walory smakowe …

Dalsza podróż to już wyjazd z gór Atlas i kierowanie się do Doliny Dades. Po drodze mijamy różne wytwórnie filmowe, wyglądające jak małe osady – Maroko jest chętnie wybierane jako miejsce kręcenia filmów. Więcej tutaj.

W oddali widać coś w rodzaju latarni morskiej, na szczycie, której znajduje się duże lustro. To uruchomiona pod koniec 2018 roku największa na świecie elektrownia słoneczna Noor. Szacuje się, że do 2020 w Maroku ok 40% energii będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych.

Dolina Dades

Jest ok 17:00 – nagle zatrzymujemy się z boku drogi. Kierowca wychodzi, otwiera boczne drzwi busa i pokazując na ręce „5” daje nam do zrozumienia, że mamy wysiadać. Kierowca nie mówi po angielsku, ale jakoś potrafi zapanować na grupą 18 osób z różnych stron świata. Zdezorientowani wysiadamy, otwiera bagażnik, żebyśmy wzięli swoje rzeczy. Podchodzi do nas mężczyzna mówiący po angielsku i informuje nas, że tu będziemy spać, a kierowca rano po nas przyjedzie.

To wyjaśnia, dlaczego kazał nam zająć miejsca z przodu busa. Wycieczki na pustynię – ale pewnie nie tylko organizowane są przez różne biura, taniej jest biurom zorganizowanie 1 kierowcy, który będzie wozić osoby z kilku biur. Natomiast noclegi organizują już biura „wycieczkowe”. Z Sun Dunes Experience była nas tylko 5. Źle nie trafiliśmy – ocena 9.x na bookingu mówi sama za siebie (w poblizu były również inne miejsca noclegowe, ale z mniejszymi ocenami – plus dla Sun Dunes Experience :).

Poza ekstra obiektem, trafiliśmy również na bardzo uprzejmą obsługę. Umówiliśmy się, że póki jasno pójdziemy na spacer, a potem wrócimy na kolację. Zapytaliśmy gdzie możemy iść, ponieważ przez „wioskę” prowadziła 1 droga i z pozoru nie bardzo było wiadomo co można do nocy.

Pozory jednak mylą – po drugiej stronie ulicy znajdowała się Dolina Dades.

Kolacja jak i śniadanie w tym miejscu zasługuje na pochwałę.

Kierowca z resztą „załogi” jak obiecał wrócił po nas :), 30 minut spóźniony, ale był.

Dzień 2. Pustynia Merzouga i wielbłądy

Nim jednak dotarliśmy na pustynię trzeba było pokonać kolejne „ileś set” km. Na szczęście po drodze mamy zagwarantowane atrakcje 🙂

Berberyjskie dywany

Płukanie ubrań

Pierwszy przystanek robimy w jakimś tam miasteczku 🙂 Znowu trafia się nam przewodnik, co jest w sumie logiczne. Najpierw krótko oglądamy starą zabudowę, potem idziemy miedzą kierujemy się w stronę rzeczki, w której 2 panie piorą (nazwałbym płukają 🙂 ) ubrania. (Mijana miedza odgranicza małe kawałki ziemi, na której mieszkańcy miejscowości mogą uprawiać sobie jarzyny czy inne rośliny. Coś jak ogródki działkowe, tylko bez ogrodzenia i zabudowy.

W końcu wchodzimy do domu, gdzie na piętrze siadamy w półkolu i zamieniamy się w słuch.

Najpierw jednak głosowanie – kto herbatę z cukrem, kto bez. O ile herbata bez cukru to herbata bez cukru, o tyle herbata z cukrem to szklanka (literatka) ok 100 ml, w której odczuwalnie są ze 3-4 łyżeczki cukru. 5 osób z cukrem, 13 bez cukru 🙂

Zaczynamy wprowadzeniem w rzemiosło jakim jest tkactwo – na przykładzie spółdzielni robiącej (a raczej dziergającej) dywany – historia + jak jest obecnie. W międzyczasie starsza pani „wyjęta z owej spółdzielni” pokazuje jak czesać włosie wielbłąda i jak robi się z tego nici.

Następnie pokaz + możliwość pomacania dywanów + możliwość kupna. Wielbłąd stary, wielbłąd młody – bardziej szorstki, bardziej miły. Szary, kolorowy, w kropki, paski, kwadraty.

Wszystko byłoby fajnie, ale w trakcie pokazu, pani z tyłu dziergała dywan – nijak nie podobny do tych nam pokazywanych 🙁 Dywanów jednak nikt nie kupił, a gdyby tak poupychać to może zmieścił by się jakiś do walizki powrotnej :).

Wracamy do busa.

Todra Gorge

Todra Gorge to kanion położy w Atlasie Wysokim. Krótki spacer wzdłuż rzeczki, na końcu można sobie zrobić zdjęcie z osiołkiem.

Nim jednak dojechaliśmy na pustynię zatrzymaliśmy się na obiad – ten z 8 pozycjami po 100 MAD. Miejsce wskazał nam przewodnik, który od berberyjskich dywanów nam towarzyszył. Podobnie jak jego poprzednika, wybór lokalu (a w tym przypadku raczej brak wyboru) odbił się niestety na kwocie jaką od nas na koniec otrzymał. Jak to mówią – kij ma zawsze 2 końce.

Pustynia Merzouga

Do tej pory myśleliśmy, że tylko my jesteśmy z innego biura podróży. Jednak gdy na środku pustkowia tuż przed Merzougą zostawiliśmy na poboczu parę ze Szkocji zrozumieliśmy, że to bardziej skomplikowane niż nam się wydawało.

Nasza 5 natomiast pozostawiona została w innym miejscu tuż przy samej pustyni, gdzie po 1 stronie był hotel, po drugiej pustynia, a pośrodku my i wielbłądy.

W Maroku pustyń jest dużo, ale są głównie kamieniste. Pustynie z samym piaskiem (takie nasze wyobrażenie pustyni) to przede wszystkim Merzouga i Zagora. Zagora jest bardziej płaska i mniej widowiskowa. Dlatego nasz wybór padł własnie na Merzouge. Widać, że piaszczysta cześć to tak naprawdę niewielki (w stosunku do kraju) obszar.

W hotelu zostawiamy swój bagaż, a zabieramy ze sobą tylko najpotrzebniejsze rzeczy:

  • bluza i kurtka
  • długie spodnie – ja jechałem wieczorem na wielbłądzie w krótkich, ale rano jest tak zimno, że nie dałbym rady
  • woda
  • okulary przeciwsłoneczne

Jedziemy na 1 noc, gdzie temperatura spada w nocy do 0 stopni. Na przebieranie się i mycie nie ma co liczyć – wyjazd o 7 rano. Nie ma sensu brać więcej rzeczy.

Jechaliśmy 7 osobową karawaną prowadzoną przez dwóch berberyjczyków. Jazda trwa ok 1h 10 min. Sama jazda jest bezpieczna, trzeba uważać tylko na początku i na końcu jak wielbłąd wstaje lub siada.

Przed wejściem do obozu skorzystaliśmy jeszcze z okazji i weszliśmy na górę wydmy.

Po wejściu do obozy zostaliśmy przywitani ciepłą słodką herbatą. Na środku było ognisko, wokół dywany, żeby nie chodzić po samym piasku i na około kwadratowe namioty i jeden podłużny namiot to jedzenia kolacji. Byliśmy pierwsi – potem dołączały jeszcze grupy jadące wielbłądami, quadami i terenówką – w sumie ponad 20 osób.

Na kolację tagine z kurczakiem i owoce. Potem przyjechał zespół z Algierii i grał na bębnach – idealnie do snu :). Śpi się na metalowych łóżkach z materacem i prześcieradłem. Do tego jest biała kołdra, i na to warto położyć ze 2 koce. Najlepiej spać w tym w czym się przyjechało – długie spodnie i i bluza – kurtkę można ściągnąć. Namiot to dywan i szmaciane ścianki + dach. Jak ktoś się boi, że jakieś zwierze wejdzie mu do namiotu – tak jest to możliwe, ponieważ miedzy „ścianką” a dywanem jest pewna luka 🙂 W końcu to osada na pustyni, a nie hotel.

Wyjazd o 7 rano – nie warto wstawać wcześniej – nie ma tam pryszniców. Jest zimno i ciemno – myśl godzinnej jazdy w bezruchu trzymając się zimnego metalu uchwytu na wielbłądzie nie napawa optymizmem. Warto mieć rękawiczki, albo tak długie rękawy, żeby je trochę naciągnąć na wewnętrzną część dłoni.

Gdzieś w 1/3 drogi robi się lekko jasno, a w połowie widać wschód słońca nad wydmami.

W hotelu warto rozplanować czas strategicznie – albo więcej zjesz, albo więcej się „obmyjesz”. W każdej chwili może przyjechać kierowca i trzeba iść do busu.

Można mieć pewne wątpliwości do do losów wielbłądów. Z drugiej strony nie ma dziko żyjących wielbłądów w Afryce. Wielbłąd bywa kapryśny i wydaje przy tym mało przyjemne dźwięki. Te przynajmniej nie muszą stac przy drogach albo w cyrku.

Dzień 3. Powrót >550 km

Trzeci dzień do suma tego co przejechaliśmy przez 2 poprzednie. To prawie 10h jazdy busem z w miarę częstymi przystankami na WC i obiad.


Adrian Zdziech

Na co dzień zajmuję się rozwojem pracowników w dużej firmie z branży FMCG. Dorywczo udzielam też korepetycji z Excela - można powiedzieć, że Excel to moje małe "hobby". Lubię zdobywać kolejne Parki Narodowe w Polsce. W podróże zagraniczne wybieram kraje leżące na wschodzie Europy, może trochę słabsze gospodarczo, ale z lepiej zachowaną kulturą - bardziej "autentyczne".

4 Komentarze

hfecdxsfcx · 10 listopada 2020 o 14:19

Muchas gracias. ?Como puedo iniciar sesion?

erotik izle · 13 listopada 2020 o 07:07

Hello mates, its fantastic piece of writing regarding tutoringand entirely explained, keep it up all the time. Emlynn Jackie Etheline

porno · 13 listopada 2020 o 21:17

If you want to use the photo it would also be good to check with the artist beforehand in case it is subject to copyright. Best wishes. Aaren Reggis Sela

erotik izle · 14 listopada 2020 o 07:32

You made some respectable points there. I looked on the web for the problem and discovered most people will accompany with your internet site. Waly Arron Lhary

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *